Skip to content

Odkrywając Polskę Wschodnią. Przygoda w Warszawie

4 marca 2015

Jak przez przypadek w 5 miesiącu ciąży przeszłam 20 kilometrów na nogach

Jest 25 sierpnia. Koniec naszej podróży. Do domu wracaliśmy przez Warszawę, gdzie chcemy odwiedzić przyjaciół. Poprzedniego dnia – 24 sierpnia, zwiedziwszy Tykocin, pojechaliśmy jeszcze na moment do Łomży. Pogoda nie sprzyjała. Zjedliśmy obiad w jedynej czynnej restauracji, jaką znaleźliśmy w centrum miasta (była to niedziela), i zarzuciliśmy pomysł szukania noclegu w gospodarstwie agroturystycznym. Pojechaliśmy od razu do Warszawy. Przenocował nas nasz drogi kolega. Następnego dnia, czyli 25 sierpnia, byliśmy umówieni z przyjaciółmi z Warszawy na spotkanie. A potem na nocleg, i rano – 26 sierpnia – do domu.
Myślałam, że ów poniedziałek będzie jednym z najbardziej bezczynnych dni, jakie spędzę w życiu na robieniu niczego. Byliśmy już nasyceni wrażeniami. Po zwiedzeniu w tydzień tylu pałaców, zamków, świątyń różnych wyznań, chciałam sobie to wszystko poukładać w głowie, i w Warszawie postanowiliśmy nie zwiedzać zupełnie nic. Myślałam, że tego dnia pochodzimy bezmyślnie po ulicach, pooglądamy wystawy. Może coś sobie kupię, a może i nie. Coś zjemy, a potem spędzimy przemiły wieczór w towarzystwie dawno nie widzianych osób.
Ale stało się inaczej…
Zaczęło się od tego, że odstawiliśmy samochód na Wilanów, gdzie tej nocy mieliśmy spać. Kupiliśmy jedzenie, i poszliśmy instynktownie w kierunku pałacu (jak się nazywa to zjawisko – magnetyzm zabytków?). Siedzieliśmy sobie na ławeczce w rejonie zespołu pałacowo-parkowego, jedliśmy, rozmawialiśmy. Po czym mąż zaproponował „Chodźmy może nad Wisłę, tutaj płynie niedaleko.” Jako że, jak już wspomniałam, nie mieliśmy absolutnie nic lepszego do roboty, przystałam na to chętnie. I zaczęliśmy sobie iść…
Problem w tym, że nigdzie w pobliżu nie było ścieżki w kierunku Wisły. Mijaliśmy zakłady, domy, tereny takie i inne, lecz nigdzie nie znaleźliśmy nawet centymetra ścieżki w kierunku rzeki.
Po kilkudziesięciu minutach okazało się, że jesteśmy w innej dzielnicy – w Augustynce. Wędrowaliśmy dalej, nieco klucząc. Wreszcie, po długich poszukiwaniach, znaleźliśmy się na wałach Wisły. I znów – uszczęśliwieni, że po tylu trudach do nich trafiliśmy, zaczęliśmy nimi wędrować.
Byłam przekonana, że lada moment dojdziemy do jakiegoś punktu, w którym będzie przystanek autobusowy. Przecież to stolica!

Ja, mhm…

Mijały godziny. Z wczesnego ranka zrobiło się wczesne popołudnie.  Gdzieś po drodze odpoczęliśmy na plaży, zjedliśmy pączki i popiliśmy wodą. Po paru godzinach dotarliśmy do miejsca, w którym znajdowała się już zabudowa miasta. Nie było tam żadnego autobusu w kierunku centrum miasta. Zjedliśmy obiad w barze, który może nie wyglądał zbyt atrakcyjnie, ale trzeba przyznać – potrawy serwował bardzo smaczne. Szliśmy dalej. Szliśmy. I szliśmy. Kiedy doszliśmy do Parku Łazienkowskiego, nogi bolały mnie tak, że chciałam się położyć, leżeć i nie wstawać. Przeszliśmy już ok. 15 kilometrów. Leżeliśmy na ławce. Mąż chciał iść na autobus. Ja wtenczas uznałam, że skoro idziemy już kilka godzin, przeszliśmy kilkanaście kilometrów, i jesteśmy właściwie w centrum, to po co będziemy podjeżdżać teraz dwa czy trzy przystanki? Idziemy dalej. Cóż, czasami mam pomysły, których sama wolałabym nie komentować.
Spieszyliśmy się, bo niemal dochodziła 16.00, a my o tejże umówieni byliśmy na ulicy Foksal. W końcu dotarliśmy na umówione miejsce. Punkt godzina 16.00. Nie jest trudno się domyślić, że nie chciałam się ruszać ani ulicy dalej. Na szczęście ta obfituje w przyjemne lokale, przenieśliśmy się do innego miejsca dopiero po kawie i dobrym odpoczynku. Według Google Maps przeszliśmy około 20 kilometrów.

Gdyby jeszcze poprzedniego dnia ktoś powiedział mi, że przejdę 20 km na nogach przez ostępy Warszawy, żeby tak delikatnie powiedzieć, wyśmiałabym go. Dzień ten wspominam jako jeden z bardziej dziwnych w moim życiu.

SAMSUNG

Tutaj odpoczęliśmy.
Fot. Paweł Niewiadomski.

SAMSUNG

To też Warszawa. Morze zieleni i żółcieni. Gdzieś tam w oddali wieżowce i Pałac Kultury.
Fot. Paweł Niewiadomski.

Magdalena

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: