Skip to content

Odkrywając Polskę Wschodnią. Puławy

15 lutego 2015

Czwarta, ostatnia miejscowość tego dnia podróży. Jedna z bardziej wyczekiwanych na trasie. Dlaczego? Samo słowo „Puławy” zawiera w sobie arystokratyczne dostojeństwo, myśl o obiadach czwartkowych i Izabeli Czartoryskiej „Myślach o zakładaniu ogrodów”. Kojarzy się z pałacem i życiem intelektualno-kulturalnym oświecenia.
O Izabeli Czartoryskiej napisano pasjonujące książki. To, jak za jej czasów zmieniły się Puławy jest doprawdy imponujące – obiekty architektoniczne, nowe inicjatywy, w tym pierwsze polskie muzeum.

Planując odwiedzić Puławy zapomniałam jednak, że od oświecenia jednak parę lat minęło, i… cóż, nie jadę w odwedziny do Izabeli Czartoryskiej, Puławy to nie tylko pałac, i nie ma tu już obiadów czwartkowych. Puławy są normalnym miastem, pośrodku którego znajduje się Pałac Czartoryskich, inne zabytki w kompleksie pałacowo-parkowym, oraz kilka ciekawych obiektów poza terenem pałacu (m. in. klasycystyczny kościół Wniebowzięcia NMP, powstały z fundacji księcia Adama Czartoryskiego).
Puławy ponadto powitały nas niezbyt zachęcającą pogodą. Nie da się ukryć – deszcz zakłóca odbiór danego miejsca, ponieważ w słońcu wydobywa się blask obiektów, w deszczu najpiękniejsze kolory potrafią zblednąć i zszarzeć. Oblana zimnym prysznicem współczesności i całkiem współczesnym deszczem jestem mimo wszystko pewna – tutaj warto przyjechać.

To, co zaskoczyło nas w puławskim pałacu to fakt, ze mieszczą się tam dwa muzea: Muzeum Czartoryskich w Puławach (oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym) i osobno – wnętrz pałacowych, pod kuratelą, o ile dobrze udało nam się dociec, Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. Na każdą z części obowiązuje osobny bilet, co dla zwiedzających stanowi pewną niedogodność. Zapewne każda z części jest warta odwiedzenia. My po chwili wahania wybraliśmy zwiedzenie wnętrz pałacowych. Z autopsji zatem powiem tylko o nich – są zjawiskowe. Zdjęć we wnętrzach nie można wykonywać; galerię zdjęć nie oddających nawet w jednym procencie urody klatki schodowej i komnat można znaleźć miedzy innymi tutaj. Konserwatorzy wykonali mistrzowską pracę, efekt zapiera dech w piersiach. Szczególnie wnętrze zaprojektowane na wzór gotyku angielskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPałac w rzeczy samej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW oczku wodnym przed pałacem, skrapiana deszczem lilia wodna, roślina, do której zawsze miałam słabość. Jako dziecko wiele razy żałowałam, że nie da się jej trochę zagarnąć dla siebie – zerwać i wstawić do wazonu. A może właśnie w tym tkwi spora część jej uroku? Że zawsze będzie kojarzyć się z Dziecięciem Elfów zaniesionym nań przez żabę, a nie z wazonem na stole?

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPałacowe pawie niczym mokre kury z podkulonymi ogonami schowały się w podcieniach. Niektóre zechciały wznieść się na wyższy poziom.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAŚwiątynia Sybilli. To tutaj mieściło się pierwsze polskie muzeum, gdzie Izabela Czartoryska gromadziła pamiątki narodowe, jak twierdzą jej biografowie – bardzo często przedmioty zupełnie bezwartościowe. Tak czy inaczej, uważa się ją za pionierkę polskiego muzealnictwa, i docenić należy jej myśl i poświęcenie w ratowaniu eksponatów w opresji (polecam książkę Gabrieli Pauszer-Klonowskiej „Pani na Puławach, barwnie  i interesująco napisaną biografię księżnej).

OLYMPUS DIGITAL CAMERATenkred i Klotylda. Rzeźba  (kopia) z białego marmuru, przedstawiająca bohaterów poematu „Jerozolima wyzwolona”. Oryginał został wykonany we Florencji  na zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego; na początku XIX wieku rzeźba została przekazana rodzinie Czartoryskich.

Po zwiedzaniu komnat i spacerze po parku oraz centrum miasta zmęczeni (wszak było to już czwarte miasto tego dnia) zdecydowaliśmy, że definitywnie nadeszła pora na obiad. Obok skweru vis a vis pałacowej bramy zapytaliśmy dziennikarza lokalnego radia, gdzie w Puławach można zjeść dobrze, tanio i dużą porcję. Polecił nam restaurację Cynamon znajdującą się nieopodal, ok. 10 minut spacerem od pałacu.
Miejsce to przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Mimo faktu, iż większość wybranych przez nas potraw tego dnia już nie była dostępna, i w zamian zgodziliśmy się na inne, chętnie wracałabym do tego miejsca jeszcze wiele, wiele razy. Wielkość porcji zaskoczyła nawet nas – strudzonych podróżników, którzy wieczorem zjedzą absolutnie wszystko. Takie porcje nazywamy „czeskimi”, ponieważ czeskie restauracje mają tę cudowną cechę, że podaje się w nich porcje naprawdę od serca. I to absolutnie wszędzie. W Cynamonie – jedzenie wyśmienite, pięknie podane, a ceny, szczególnie za tak wysoką jakość – wyjątkowo przystępne.

Po licznych wrażeniach dnia pozostało nam jeszcze jedno, na pozór proste zadanie – wyjechaliśmy z miasta kierując się na Kozłówkę, po drodze chcieliśmy znaleźć nocleg w gospodarstwie agroturystycznym (pogoda nie sprzyjała spaniu w namiocie, ponadto byliśmy już po 3 nocach w pięknych okolicznościach przyrody, a to definitywnie wystarczyło). Zadanie okazało się trudniejsze, niż byśmy przypuszczali. Ciemną nocą, przy niebie zasłoniętym równie ciemnymi co noc chmurami, w strugach deszczu, jadąc nieoświetloną drogą w okolicach Nałęczowa, po kilku pytaniach wypatrywaliśmy tabliczki informującej o takim właśnie gospodarstwie. W końcu wypatrzyliśmy. I po tej nocy niemal skoro świt wyruszyliśmy na zwiedzanie kolejnego pałacu – perły tej ziemi. O tym już w następnym poście.

Magdalena

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: