Skip to content

Elżbieta Korfantowa i jej ślub

21 czerwca 2014

Jest 1903 rok. Młoda Elżbieta Sprott przygotowuje się do ślubu.

Kto z Was kiedykolwiek przygotowywał się do ślubu, ten wie o czym mowa. Trzeba zdobyć całą teczkę papierów, każdy w innym miejscu albo przynajmniej o innym czasie, zająć się kościołem, przyjęciem, menu, gośćmi, zaproszeniami, zawiadomieniami, ubiorem… Nawet proste rzeczy, które można by załatwić w jeden dzień, za sprawą magicznego zrządzenia losu urastają do rangi problemu. Przygotowania nawet do skromnego ślubu mogą doprowadzić wyjątkowo cierpliwego człowieka na skraj wyczerpania nerwowego. Bo przygotowania do tego dnia, przy całej swojej radości, są ogromnym przedsięwzięciem logistycznym i wymagają dopilnowania dziesiątek szczegółów.

Termin ślubu Elżbiety wyznaczono na 1 lipca 1903 roku. Jej narzeczony, Wojciech Korfany, jest 30 letnim działaczem politycznym, redaktorem „Górnoślązaka”. W 1902 roku (rok przed ślubem!) przebywał w więzieniu we Wronkach w Wielkopolsce za publikację artykułów pt. Do Niemców i Do moich braci Górnoślązaków. Narzeczony w więzieniu? Wiele kobiet by tego nie przeżyło. Ale nie Elżbieta.

Zgodnie z pruskim prawem młoda para musiała najpierw zawrzeć ślub cywilny, a potem dopiero kościelny. Na jego miejsce narzeczeni wybrali parafię Trójcy Przenajświętszej w Bytomiu, do którego należała panna młoda. Wygłoszono zapowiedzi w Bytomiu i w Katowicach, na początku wszystko przebiegało bez przeszkód.
Ale koniec końców przed narzeczonymi zaczęły się piętrzyć przeszkody. Wojciech Korfanty został nakłoniony do podpisania oświadczenia o posłuszeństwie kardynałowi Koppowi. Oczywiście normalnie księża nie żądali od nikogo tego typu oświadczeń.  Dla świętego spokoju Wojciech Korfanty podpisał to oświadczenie, dla tegoż samego świętego spokoju zgodził się aby mszę ślubną wyznaczono na godzinę 6.00, co było czystą złośliwością.

W czerwcu 1903 roku wszystko było już dograne. Jakież było zdziwienie przyszłych państwa Korfantych, gdy na kilka dni przed wyznaczoną datą ślubu dowiedzieli się, że ślubu nie dostaną. (Inne źródła twierdzą, że odmówiono narzeczonym ślubu uroczystego).

W każdym razie proboszcz Reinhold Schrimeisen uzależnił udzielenie ślubu (uroczystego ślubu?) od przeproszenia krytykowanych przez Wojciecha Korfantego proniemieckich księży (którzy m.in. odmawiali Polakom rozgrzeszenia za czytanie propolskiej prasy). Inspiratorem odmowy miał być władający diecezją wrocławską kardynał Georg Kopp.
Bez względu na to, czy jak twierdzą biografowie, odmówiono narzeczonym sakramentu w ogóle, czy też zaproponowano im ślub bez ceremoniału (tzn. śpiewu i gry na organach), trudno się dziwić, że tego było po prostu już za wiele. Co robi się w takiej sytuacji? Normalną reakcją jest odwrócenie się na pięcie i poszukanie innego kościoła. Lecz na zebraniu księży w Bytomiu zapadła profilaktyczna uchwała, by Korfantemu nigdzie indziej ślubu nie udzielać.

Korfanty odmówił przeprosin.

30 czerwca 1901 roku odbył się ślub cywilny niepokornych narzeczonych. Następnego dnia zamiast ślubu kościelnego odbyła się w domu narzeczonej uczta weselna, bo zaproszonych wcześniej gości nie sposób było nawet powiadomić o zaistniałej sytuacji.

Pod koniec lipca 1903 roku Wojciech i Elżbieta wyjechali do Krakowa.  Zamieszkali w dwóch osobnych mieszkaniach. Elżbieta pracowała tam jako nauczycielka niemieckiego, z czego wynika jasno, ze musiała przerwać pracę w domu towarowym w Bytomiu.

I w grodzie Kraka nie obyło się bez trudności. Ślubu odmówili im jezuici, gdy otrzymali z Rzymu zakaz swojego generała. Potem kardynał Kopp zyskał poparcie krakowskiego kardynała Puzyny (którzy wspólnie obradowali na konklawe po śmierci papieża Leona XIII). Do Krakowa przyszła z Watykanu depesza: „Ślubu Korfantemu nie dawać”. Oburzyła ona wielu księży krakowskich, niektórzy byli gotowi wyłamać się z kościelnej dyscypliny. Ślubu odmówili karmelitanie na Bielanach. Wreszcie ksiądz Władysław Mikulski, proboszcz parafii Świętego Krzyża w centrum Krakowa zdecydował się udzielić ślubu nie zważając na grożące mu konsekwencje. Datę wyznaczono na 5 października. W końcu i kardynał Puzyna machnął ręką i wycofał swój sprzeciw.

Wojciech i Elżbieta dopełnili obowiązku sześciu tygodni zamieszkania w monarchii habsburskiej, nie było także naturalnie  żadnych przeszkód wynikających z prawa kanonicznego. Zakończyła się ich trzymiesięczne krakowskie starania o ślub.

Korfantowie mieszkali w Krakowie około 3 miesięcy.
Wyobraźmy sobie taką sytuację współcześnie. Chcąc przeprowadzić się do innego miasta na 3 miesiące, młody, pracujący już zazwyczaj człowiek musiałby – pracując na etacie – poprosić szefa o urlop bezpłatny a przy mniej sprzyjających okolicznościach zwolnić się, prowadząc przedsiębiorstwo – kursować bez przerwy pomiędzy Krakowem a – powiedzmy – Katowicami, nie odchodzić od laptopa, a na to wszystko znaleźć zaufanego człowieka który przez  -właściwie nie wiadomo przecież jak długi czas – interesu, jak to się mówi „przypilnuje”. W najlepszym razie taki młody człowiek stracił by mnóstwo czasu i pieniędzy. W najgorszym ryzykował by karierę lub wręcz cały majątek.
Choć Elżbieta i Wojciech kojarzą się bardziej z XX-leciem międzywojennym, pamiętajmy, że pobierali się na początku wieku XX, właściwie na przełomie wieków. W epoce fin de siècle. Kraków żył jeszcze niedawno m. in. premierą „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego (1901), która wywołała niemałe poruszenie za sprawa postaci dramatu, wzorowanych na prawdziwych, żyjących jeszcze osobach (patrz np.: Ja jestem Żyd z „Wesela”/ napisał Roman Brandstaetter. – Poznań: Wydaw. Poznańskie, 1981.).

W poniedziałek, 5 października 1903 roku tłumy Krakowian wypełniły plac przy kościele św. Krzyża, aby uczestniczyć w ślubie tej niezmordowanej pary. Potem odbyło się przyjęcie, na którym zauważono m. in. malarza Włodzimierza Tetmajera, który zasłynął właśnie niedawno jako inspiracja dla postaci Gospodarza w „Weselu” Wyspiańskiego.

Szczęśliwy koniec? Nic takiego. Po ślubie młodych małżonków męczono jeszcze odwołaniami do samego papieża! W końcu jednak cała sprawa znalazła szczęśliwy koniec i Korfantowie żyli w małżeństwie… na pewno nie można powiedzieć, że spokojnie, bo życie ich z całą pewnością do spokojnych nie należało. Całą ta historia świadczy jednak o wyjątkowo silnym charakterze żony jednego z bardziej znanych śląskich polityków. Kobiety niezwykle aktywnie uczestniczącej (szczególnie jak na swoje czasy) w życiu publicznym, w historii jednak wciąż schowanej w cieniu męża.

elzbietaElżbieta Korfantowa z dorosłą już córką Marią Ullman.
Fot. ze zbiorów NAC.

Na podstawie: Wojciech Korfanty: Jan F. Lewandowski. Katowice : Videograf II, 2009.

Magdalena

Reklamy

From → Różne

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: