Skip to content

Kopalnia Węgla Kamiennego Guido w Zabrzu – 2.03.2014

6 marca 2014

Oto jest dzień, w który Wasza autorka po raz pierwszy zjechała do kopalni, czyli była w kopalni na dole. Niesamowite doświadczenie. Guido zostaje wpisane na listę miejsc, do których należy zabrać każdego znajomego, który tylko da się namówić.

Wstawszy w niedzielę prawie skoro świt, o 10.30 stawiłyśmy się wraz z koleżanką z Ukrainy przed kopalnią. Zabrałyśmy kaski. Przewodniczka powitała nas górniczym „Szczęść Boże”. Dzieci zostały zaopatrzone w lampy górnicze. Podobnie górnicy przed pracą zabierają kaski, lampy i marki (czyli numery zmiany, które po zmianie, czyli szychcie są odkładane na swoje miejsce; jeżeli numer nie został odłożony, wiadomo było ze górnika trzeba szukać, bo mógł zostać na dole). Zjechałyśmy na dół windą (czyli szolą) i rozpoczęliśmy dwugodzinne zwiedzanie poziomu 320.

Ekspozycja w kopalni Guido prezentuje historię górnictwa od XIX wieku do czasów współczesnych. Dowiemy się tutaj zarówno fedrowaniu za pomocą kilofa i młotka, jak i nowoczesnych kombajnów. Cały szlak to podróż przez dzieje górnictwa. Przechodzimy schyleni przez niewielki przodek długości i szerokości kilku metrów. Mijamy maszyny transportujące węgiel, na które  niegdyś górnicy wskakiwali żeby wrócić po szychcie z miejsca swojej pracy do windy z kopalni – bardzo często bowiem musieli przejść kilometry, aby udać się w to miejsce, w którym fedrowali, a po kilku godzinach pracy nie chciało im się już wracać (nie ma się zresztą co dziwić). Jedziemy podwieszaną kolejką. Na samym końcu kombajniści pokazują obsługę współczesnych kombajnów urabiających ścianę węgla.

Pozna się tutaj rozmaite aspekty pracy w kopalni, także techniczne jak np. zabezpieczanie ścian. Najwcześniejsze zabezpieczenia – drewniane były kosztowne i mało trwałe, ale zgniatane drewno trzeszcząc mogło dać sygnał o zbliżającym się tąpnięciu. Później stosowano zabezpieczenia metalowe, murowane z cegieł, betonowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzodek służący do muzealnej demonstracji warunków pracy w XIX wieku (i zapewne na początku XX). Niski strop wymusza postawę schyloną. Niegdyś górnicy pracowali jednak w przodkach jeszcze o wiele niższych, nawet na leżąco.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAJedna z metod zabezpieczania ścian chodnika – drewnem, ściana tzw. zrębowa. Zastosowanie drewna w kopalniach miało swoje zalety i wady. Było kosztowne i można było je użyć tylko raz. Za to łatwe w transporcie, ponadto trzaski zawalającej się ściany mogły ostrzec górników przed niebezpieczeństwem. Z demontowanych ścian górnicy dostawali klocki zabierane do domu aby palić nimi w piecu.
Metalowe zabezpieczenia wyparły drewniane, bo choć trudniejsze w transporcie, mogły być używane wiele razy i koniec końców bardziej się opłaciły.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodróż podwieszaną kolejką. Wagoniki są skonstruowane z metalowych rurek, wejścia do wagoników „zakładane” są drewnianymi ogranicznikami, łatwo zatem obserwować to, co mija się podczas jazdy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa koniec chillout w barze 320 metrów pod ziemią. Bezcenne.

Muzeum daje pewne wyobrażenie o pracy pod ziemią. Trzeba jednak mieć świadomość że w Guido mamy świeże, transportowane szybami powietrze, temperaturę kilkunastu stopni i całkiem czyste jak na kopalnię otoczenie. Normalnie – jak twierdzi przewodniczka, w kopalni mogła panować temperatura 30-40 stopni Celsiusza, a wilgotność dochodziła do 100 procent. Warunki to wprost niewyobrażalne dla człowieka, który nigdy nie pracował pod ziemią.

Po zwiedzaniu „cali urobiyni” poszliśmy jeszcze na kawę i szkloki do baru K8. To nowoczesne, a zarazem nastrojowe miejsce, w którym miło jest spędzić kilka chwil odpoczywając i wymieniając myśli na temat wrażeń z odbytej właśnie wycieczki, jak i na wszystkie inne tematy.

Sieć pełna jest zdjęć ze zwiedzania kopalni Guido i relacji podekscytowanych turystów, lecz dla każdego to zapewne jego własne doświadczenie, którego nie da się adekwatnie przekazać osobie nie mającej takich doświadczeń. Do kopalni na dół trzeba zjechać, żeby zobaczyć choć trochę co to jest, w tym żaden blog ani Facebook nie pomoże. Po takiej wyprawie nic już nie będzie takie samo.

Po wyjechaniu szolą na powierzchnię wsiadłyśmy w autobus na dworzec Zabrze Goethego. Dla Waszej autorki nie był to jeszcze koniec. Pozostała część dnia minęła w Bytomiu-Miechowicach na Szlaku Matki Ewy. Zapraszam do kolejnego postu.

Magdalena

Reklamy

From → Różne

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: