Skip to content

Etty Hillesum. Historia zasłyszana w Lubljanie

25 września 2013

Nigdy jej nie znałam

Kiedy 13 września późnym wieczorem w ramach projektu Crow’s Flight to Freedom jechaliśmy do Lubljany na sztukę teatralną, ostatnie czego się spodziewałam to historia dziewczyny, która zginęła w obozie w Auschwitz. Czyli byłym obozie w Oświęcimiu, mieście mojego urodzenia.

Sztuka „Que ta volonte soit fête” została wystawiona przez trzy Francuzki z teatru Mata Malm: Valentine Cohen, Violaine Dumoulin i Peggy Martineau. W języku francuskim, co znacznie utrudniało jej odbiór, szczególnie że przed samą sztuką  nie mieliśmy pojęcia, o czym ma ona być. Ci, którzy sztukę widzieli, zapewniali że zrozumiemy uczucia, i że jest na tyle silna, iż nie może być łatwo zapomniana. Mieli rację. Mimo pobieżnej znajomości francuskiego wyszłam z sali teatralnej pod silnym emocjonalnym wrażeniem, i zapytałam szybko aktorki o główne przesłanie sztuki. Trzy zdania wyjaśnienia wystarczyły. – To historia Żydówki, która dobrowolnie decyduje się pojechać do obozu w Auschwitz. Pisze pamiętnik. I sztuka którą wystawiłyśmy była właśnie zaadaptowanymi fragmentami tego pamiętnika.
Dopiero po powrocie do Polski mogłam doczytać o historii tej nieznanej mi wcześniej dziewczyny.

Kim była?

Ester „Etty” Hillesum. Napisała dziennik w latach 1941-43. Kończy się on jej śmiercią w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Porównywany jest z dziennikiem Anny Frank, który kończy się zreszta w podobnie tragiczny sposób; jedynie miejsce śmierci jest inne – obóz w Bergen-Belsen. Tak w swym dzienniku sama Etty tłumaczyła cel prowadzenia zapisków: „Gromadzę duchowe bogactwo w ciągłym przeświadczeniu, że nie robię tego tylko dla siebie. Chciałabym zostać takim małym dziejopisem, który opowie o losie i fragmencie historii, jakiej nikt wcześniej nie słyszał”. Książka ze wspomnieniami dziewczyny, opublikowana po raz pierwszy 1 października 1981, zyskała dużą popularność w Holandii. Została przetłumaczona na wiele języków, także na język polski.

Dlaczego?

Zastanowiło mnie w związku z tym, dlaczego historia Esther nie jest znana w Polsce. Etty została zamordowana w obozie w Auschwitz, 15 kilometrów od miejsca w którym mieszkałam przez ponad 20 lat. Tymczasem dokładnie poznałam historię Anne Frank, która z okupowaną Polską nie miała przecież nic wspólnego. Postać Anne Frank, można to z pewnością stwierdzić, znana jest każdemu, kto II wojną światową interesuje się tylko odrobinę bardziej niż na poziomie tego, co nauczane jest w szkole. Regały księgarń na krakowskim Kazimierzu pełne są wydań jej wspomnień nie tylko w języku polskim, co więcej – dziennik ten już kilka lat temu nietrudno było wypożyczyć nawet w wyjątkowo małych, prowincjonalnych bibliotekach. Z czego niewątpliwie należy się cieszyć. Zdziwieniem napawa fakt, iż postać Etty Hillesum nie jest znana wcale, czy też prawie wcale. Obie pochodziły nawet z tego samego kraju, Holandii. Nie dziwią porównania obu pamiętników. Skąd zatem tak wielka popularność tylko jednego z nich? Oba niosą bardzo silne przesłanie. Dlaczego zatem nie jest znana historia osoby, która decyduje się dobrowolnie deportować do obozu, i spisuje myśli aż do cna, aż na wskroś dotyczące życia, miłości, duchowości.

Znów edukacja

Znów wracamy do źródeł. Edukacja jednak dotyczy każdego. W każdym momencie życia.
Nauczaniu przedmiotu Historia w szkole średniej mogę zarzucić bardzo wiele, lecz na pewno nie brak poziomu, merytoryki, rozpatrywania problemów z co najmniej dwóch stron. Przez te 4 krótkie lata przebrnęłam przez bodaj 15 podręczników do li i jedynie tego przedmiotu. Były one uzupełnieniem opasłych zeszytów własnych notatek z lekcji (bądź odwrotnie). Zupełnie inaczej sprawa miała się w szkole podstawowej. Rozumiem nauczycieli lat 1945-1989. Im nie było wolno, narażali własną skórę lub przynajmniej karierę. Podziwiam i szanuję postawy tych uczniów, pedagogów, studentów i wykładowców którzy mieli odwagę, aby w tych trudnych czasach stanąć po stronie prawdy, którą często znali z doświadczeń swojej własnej rodziny, niejednokrotnie najbliższej. Nie kształciłam się w tych czasach, znam je tylko z licznych opowiadań rodziny i znajomych. W latach 90. XX wieku już było wolno. Mimo wszystkich niedociągnięć, starych podręczników, które już często nie przystawały i nowych, które dopiero powoli się pojawiały, te czasy były teoretycznie lepsze, lecz z perspektywy czasu sądzę, że nie mniej – trudno znaleźć najodpowiedniejsze słowo… ciekawe.
Na lekcjach historii szczęśliwie zdążyliśmy omówić II wojnę światową (niestety już nie dzieje najnowsze) i w szkole podstawowej z lekcji tych wyłaniała się jedna jasna linia historii: Niemcy napadli na Polskę, mordowali Polaków w obozach, miedzy innymi w Auschwitz. Złym narodem są. Co prawda Leon Kruczkowski pisząc dramat „Niemcy” nadał mu wpierw tytuł „Niemcy także są ludźmi”, ale później mu nie pozwolono tak tej sztuki zatytułować. Co prawda inwazja Armii Radzieckiej na Polskę nastąpiła jeszcze we wrześniu, były łagry na Syberii w których ginęły tysiące ludzi, ale tak dokładnie o co chodziło? Kto by się tym przejmował.
Kiedy jako 14-latkowie pojechaliśmy na wycieczkę do Muzeum Auschwitz-Birkenau, zastanowiło mnie mocno, dlaczego na ekspozycji jest tyle przedmiotów pochodzących z zagranicy – pudełka po kremach z cyrylickim zapisem, mnóstwo osobistych drobiazgów z opisami w licznych językach. „Bo tutaj przywozili ludzi także z innych krajów”. W porządku, w końcu wojna była światowa. Nie dociekałam, bardziej zajmowały mnie ówcześnie tajemnice Enigmy. Nie rozjaśniły mi tematu nawet lektury takie jak „Dymy nad Birkenau” (nie dla dziecka), „Dzieci Warszawy” (wtedy już ponoć wycofane z listy lektur za niepoprawność polityczną), „Medaliony” (nie wiadomo, czy dla dziecka) i inne. Dziecko w szkole podstawowej potrzebuje dokładnych, szczegółowych i kompetentnych objaśnień każdego tematu, o których nie ma pojęcia, lub ma pojęcie zaledwie oględne. Nauczający przedmiotów humanistycznych nie mogą bać się jakichkolwiek tematów, a w latach 90. sprawiali wrażenie, jak gdyby stąpali po niepewnym gruncie.
Po serii corocznych pomysłów kolejnych ministrów edukacji narodowej strach zastanawiać się, co we współczesnych szkołach pozostało z treści przedmiotów humanistycznych oprócz słów, które należy wpisywać w testy, najlepiej tak, żeby „wstrzelić się w klucz”. Oraz jaką prawdę poznają uczniowie. Czy dowiedzą się, że nieopodal ich domów rozgrywała się historia, wstrząsająca niejednokrotnie i tragiczna historia. I że świat nie jest czarno-biały.

mata_malam3Valentine Cohen.

mata_malam2Violaine Dumoulin.

mata_malam1Peggy Martineau. Wszystkie w tej samej roli. 

Magdalena

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: