Skip to content

Gotowanie. Sztuka wszystkich zmysłów

11 lipca 2013

W Katowicach-Ligocie, na ulicy Panewnickiej. W centrum szkolenia Meritum.

Jak wszyscy doskonale wiedzą, jesteśmy tym, co jemy. I jedni twierdzą, że to nieprawda, bo wcale nie zjedli dziś rano przystojnego mężczyzny, inni mówią: skoro tak, to nie bądź szybki, tani, łatwy ani sztuczny.

Dlaczego nie spędziliśmy na Bałkanach pełnych 14 dni urlopu, chociaż tyle ich właśnie mieliśmy? Bo 29 i 30 czerwca odbywał się w centrum szkolenia Meritum Gotujący Weekend. I robiliśmy wszystko, aby na niego zdążyć.

Ale od początku. Wiosną zapisałam się na Warsztaty Wegetariańskie, kurs gotowania potraw wegetariańskich z ekologicznych składników w centrum szkolenia Meritum, i z perspektywy czasu oceniam tę decyzję jako jedną z najlepszych w tym roku. Kurs jest prowadzony przez Mirelę Pawlikowską – pedagog, wegetariankę, i Roberta Rigera – autora blogu Robert Gotuje. Notabene znajomy z naszego wybornego klubu mówców Silesia Toastmasters.
Po zakończonym kursie każdy decyduje, ile chce zań zapłacić. Ta forma na początku wydawała mi się trochę dziwna i oryginalna, lecz po zakończeniu kursu dostrzegłam jej ogromne zalety. Kończąc szkolenie, każdy uczestnik zastanawia się co z niego wyniósł, i ile chce zapłacić za tę wiedzę i umiejętności, za to doświadczenie w którym uczestniczył, i nikt nie ma poczucia że zapłacił za dużo czy za mało, bo sam ustala cenę.

Grupy na zajęciach kulinarnych liczą 6 osób, zatem razem z prowadzącymi jest nas 8 osób. Spotykaliśmy się przez osiem wtorków o godzinie 17.00, i gotowaliśmy trzy dania: zupę, danie drugie i deser. Zajęcia trwały teoretycznie do 20.00, ale praktycznie często kończyliśmy konsumpcję stworzonych przez nas dobroci przed godziną 21.00. Grochówka po egipsku, domowy makaron z jajkami ugotowany następnie w kilka minut i zjedzony z sosem z oliwy, zmiksowanej pietruszki z dodatkiem octu winnego, piróg biłgorajski, kotlety z soczewicy z sosem pomidorowym, brownie, cramble z rabarbarem… To tutaj po raz pierwszy jadłam wodzionkę. I teraz już wiem, dlaczego wszyscy tak ją zachwalają. Woda, pieprz i sól, odrobina masła i dużo czosnku. Do tego suchy lub uprażony w piekarniku chleb. I to wszystko. Gorolom trudno uwierzyć, że coś takiego może smakować cudownie, a jednak może.
Odrobinę potraw zabieraliśmy do domu, i smakowały nawet zagorzałym mięsożercom. To co zszokowało mnie po pierwszych zajęciach to fakt, że po zjedzeniu posiłku ok. godziny 20.30 we wtorek czułam się syta do południa następnego dnia. Nigdy w życiu nie doświadczyłam czegoś podobnego.W weekend ugotowaliśmy liczne potrawy, upiekliśmy chleby, ulepiliśmy mnóstwo pierogów. Zrobiliśmy wegetariański żur!

OLYMPUS DIGITAL CAMERADziewczyny trą warzywa na potrawy. Uczymy się przez praktykę. Każdy uczestniczył w przygotowaniu potraw, i w ten sposób praca szła szybko i sprawnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwsze danie – kapuśniak. Nie taki zwykły. Smakował niebiańsko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW niedzielę, drugiego dnia gotującego weekendu ulepiliśmy mnóstwo pierogów ze szpinakiem i kilka z nadzieniem paprykowym. Zjedliśmy je popijając domowym kompotem truskawkowym przyniesionym przez jedną z koleżanek.

Co kurs zmienił w moim sposobie odżywiania:

– już po pierwszych zajęciach zrezygnowałam z używania chemicznego cukru wanilinowego, i kupiłam prawdziwy cukier waniliowy oraz laski wanilii; laski wanilii można zemleć ze zwykłym cukrem, i w ten sposób wykonamy najprawdziwszy cukier waniliowy,

– poznałam przepis na doskonałą owsiankę śniadaniową, z suszoną żurawiną, śliwkami, rodzynkami i licznymi przyprawami; przygotowuję ją czasem, słoik starcza na około tydzień – jest o wiele bardziej sycąca niż inne dania śniadaniowe,

– poznałam przepis na kawę zbożowa gotowaną na daktylach z przyprawami; to jedyny napój, który (poza naturalnymi sokami) może konkurować z moją wielką miłością – zwykłą kawą z mlekiem (oczywiście mieloną, nie liofilizowanym paskudztwie które pojawia się często na półkach w firmach i o zgrozo! w licznych domach),

– poznawszy smak domowego makaronu przymierzam się do rychłego jego wykonania w domu i obiecuję solennie już nigdy więcej nie zachwycać się faktem, że sklepowy makaron wykonany jest tylko z mąki i wody, i nie ma w nim na przykład olejów utwardzanych, glutaminianu sodu, syropu glukozowo-fruktozowego czy mojej ulubionej gumy guar… czymkolwiek ona jest…

– zmieniłam sposób przygotowania sosu pomidorowego i pieczarkowego,

– z kaszy potrafię wykonać o wiele więcej, niż garstkę tej gryczanej do obiadu; kaszę gryczaną gotuję nie w foliowych paczuszkach, ale niepaczkowaną w ilości takiej, jaka jest mi potrzebna, z liściem laurowym i zielem angielskim.

Jeżeli ktokolwiek z was chciałby się przekonać, że gotowanie jest przyjemnością – ba! może być nawet formą okazywania miłości! I że aby jeść zdrowo wcale nie trzeba wydawać fortuny, Meritum przewiduje kolejne kursy – stacjonarne w Katowicach-Ligocie i wyjazdowe, w rozmaitych miejscowościach górskich. Polecam serdecznie!

Magdalena

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: