Skip to content

U nos w kuchni na Nikiszu

29 stycznia 2013

Wracamy na Nikiszowiec, do Muzeum Historii Katowic, Działu Etnologii Miasta mieszczącego się w budynku dawnego magla na Nikiszowcu.

Hanna_Nikisz2Kuchnia w ekspozycji „U nos w doma na Nikiszu”. Fot. Marta Kieszniewska. Pozuje: Hanna Baron. Zdjęcie zostało wykonane pod koniec roku 2012 w Muzeum Historii Katowic, Dziale Etnologii Miasta w Katowicach-Nikiszowcu.

Co my tutaj mamy? Na zdjęciu widzimy autorkę blogu „Za staryj piyrwy” w śląskim stroju codziennym, rozbarskim. Na drugim planie widzimy szafkę, na niej znajduje się stolnica i wałek (czyli po śląsku nudelkula), maszynka do mięsa, gliniany garnek z kuchennymi przyborami. Stoi w owym garnku między innymi rogolka, inaczej ponoć nazywana „fyrloczką”. Bardzo długo nie wiedziałam jak się na toto mówi prawidłowo, aż około rok temu teściowa poinformowała mnie, że po polsku to montewka. Rogolka służy głównie do mieszania ciasta na naleśniki.

Na ścianie wisi porcelanowa deska w tzw. wzór cebulowy. Styl ten, w zasadzie błędnie zwany cebulowym, wywodzi się z Południowej Azji, gdzie po raz pierwszy wykonywano podobne zdobienia. Został on zaadaptowany do warunków europejskich, i – szczególnie przed II wojną światową, był szeroko wykorzystywany przez fabryki porcelany w licznych europejskich krajach, m. in. Polsce, Anglii, Niemczech. Nazwa „wzór cebulowy” nadana została przez błędną interpretację jednego z elementów ornamentu, a mianowicie, przypominającego swoim kształtem cebulę, owocu granatu.

patera-do-ryb-wzor-cebulowy-misnia-ok-pol-xx-wNa zdjęciu widzimy typowy wzór cebulowy.
Fotografia fragmentu patery do ryb wyprodukowanej w fabryce w Miśni pochodzi ze strony: antyk.net.pl.

wzorcebulowy2Czy widzicie te „cebule” dookoła brzegu miśnieńskiego talerza?
To właśnie granaty, których motyw tak zmylił pomysłodawców nazwy.

Widzicie tę drewnianą deskę w kształcie świni? Inspiracją do jej wykonania stało się zapewne jedno z najważniejszych niegdyś wydarzeń w codziennym życiu: świniobicie. O świniobiciu jest między innymi mowa w kultowej powieści Janoscha, czyli Horsta Eckerta pt. „Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny”:

„Najlepsze było świniobicie. Podkarmiał sobie człowiek takiego wieprzka w chlewiku z węglami, maścił go, głaskał, dawał mu pomyje z całego domu do żarcia – a potem następował ten piękny dzień! Ryp! młotkiem w głowę – i świniobicie! Pelka to prawdziwa świnia. Zawsze podawał się za szlachmistrza, a potem z pożyczonego mauzera walił do zwierzęcia roztrzaskując mu łeb, piździł jeszcze trochę naokoło, i w końcu zostawała tylko siekanina.

(…) Poza tym są znowu ludzie, którzy natychmiast po zabiciu świni urządzają wielkie święto i zapraszają całą ulicę. Przynosi się piwa i przygrywa harmonia. Statki wynosi się z kuchni i jazda do tańca! Polka, sziber, dżimi – co kto chce, a matka nie wtrącała się nawet wtedy, gdy ktoś wartko z Lucką znikał w izbie, by sobie na chybcika troszkę poduczyć. Jedzenie i picie rozwesela, dlatego tak musi być!

To byli prawdziwi ludzie, z takimi można się porozumieć. Naparlikowie z ulicy Oślowskiego byli właśnie tacy. Naparlik nie mógł doczekać się tego dnia. Co wieczór po robocie wchodził do chlewika, łapał świnię za skokami i sprawdzał, ile nagromadziło się już tłuszczu. A potem ryp! młotkiem w łeb, i było świniobicie, że hej! Zupę rozdawano wszystkim, kto tylko zechciał, a krupnioki i żymloki rozdzielano po całym domu. Mięsa i wnętrzności starczało dla wszystkich bliżej stojących, a potem przez dwa kolejne wieczory sama uroczystość. Jäschke na wózku woził piwo. Piekło się też chleby, bo kto sobie bandzioch zapchał chlebem, ten nie potrzebował tyle mięsa. I fajnie było! Można powiedzieć, że sześcioro spośród dziesięciorga dzieci na ulicy Oślowskiego spłodzono po świniobiciu. Nie dziwota!”

MHK1Byfyj, rzeczona szafka, a z boku, z lewej strony wychynął stolik z maszyną do szycia. Ściany, od lamperii wzwyż, zostały ozdobione wzorem wykonanym za pomocą wałka malarskiego. Tego typu wałki były wykorzystywane jeszcze 20 lat temu, choć coraz bardziej sporadycznie.
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.mhk.katowice.pl.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAWzorzyste wałki do ozdabiania ścian wygląday tak jak dzisiejsze wałki malarskie, tylko na ich powierchni tłoczono wzór. Wałek maczano w farbie i malowano sciąnę pasami – z góry na dół.

Nad szafką w rogu wisi płócienna makatka (po śląsku – garnitura). Wyszywanym materiałem ozdobione są także półki na przyprawy, a także drzwi do pokoju. Makatki kuchenne, wieszane np. nad zlewem, przedstawiały zazwyczaj scenkę rodzajową, albo sielski fragment krajobrazu. Wyszywany obrazek często był opatrzony jakimś cytatem, jak „Czysta woda zdrowia doda”, „Używaj zimnej wody, będziesz piękny i młody” itp., czy też pojedynczym stwierdzeniem: „Dzień dobry” czy „Smacznego”. Haftowano je często jednym kolorem (wydaje się, że sporym powodzeniem cieszył się niebieski), lub w różnych barwach.
Zwyczaj wieszania makatek został przyjęty w Polce po pierwszej wojnie światowej, tradycja ta przyszła z terenu obecnych Niemiec i Holandii. W okresie międzywojennym część Śląska znajdowała się w granicach Niemiec, autorce trudno jednak powiedzieć, czy w niektórych obszarach Śląska moda ta była rozpowszechniona wcześniej lub silniej. Zwyczaj wieszania makatek zanikł około początku lat 80., obecnie wariacje na ich temat wracają do sprzedaży – jako elementy wystroju wnętrz w stylu rustykalnym, czy też jako element przywodzący na myśl dawne czasy – na rynek weszły nawet inspirowane makatkami magnesy na lodówkę!

makatkaPrzykład typowej makatki kuchennej.
Zdjęcie pochodzi ze strony: szyjemy-po-godzinach.pl.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATutaj mamy przykład makatki haftowanej na kolorowo, zawieszonej nad zlewem. Nad linią lamperii wisi coś jeszcze, czego nie spotkamy w żadnym innym regionie – karbidówka. Lampa, którą górnicy oświetlali sobie chodniki w kopalniach, zanim wynaleziono lampy elektryczne. Karbidówki – jak sama nazwa mówi – były ładowane karbidem, który przy spalaniu okropnie śmierdział. I był niezdrowy.

MHK2Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.mhk.katowice.pl.
Lustro, miednica, emaliowany lub porcelanowy dzban na wodę. Emaliowana mydelniczka na ścianę. Czasem także pojemnik na piasek. Na stoliku pod miednicą z niebieskim dzbankiem leżą metalowe prawidła do butów. Obok dziecinnego łóżka na szafce stoi domek dla lalek. Zgadnijcie co w nim jest… Miniaturowy byfyj! Nie wierzycie?

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMiniaturowy byfyj z miniaturową nudelkulą! Musicie to zobaczyć na własne oczy… Mamy tutaj także miniaturową ryczkę. Brakuje tylko żuru i krupnioków.

————————–

Literatura:

Cholonek czyli Dobry Pan Bóg z gliny: Janosch [pseud.]; z niem. przeł. Leon Bielas; [rys.Ewa Satalecka; tł. przejrzała i fragmenty usunięte w 1 wyd przez cenzurę przeł. Emilia Bielicka]. – Wyd. 1 (3). – Kraków: „Znak”, 2011.
——————————————–

Zapraszam do przeczytania pozostałych postów dotyczących Muzeum Historii Katowic:

Muzeum Historii Katowic. Cz. 3: Tajemnica asymetrycznej damy

Muzeum Historii Katowic. Cz. 2: Wnętrza mieszczańskie – U sąsiadów na pokojach i w kuchni

Muzeum Historii Katowic. Cz. 1: W kamienicy mieszczańskiej – Codzienność i odświętność

U nos w doma na Nikiszu

Dwanaście kilometrów do byfyja

Magdalena

Reklamy

From → Katowice

15 Komentarzy
  1. oderberger permalink

    ślypia kożdego ślōnskigo synka sōm rade: szykowno frelka w piyknych lōntach i rychtyk gryfnie nastrojōno izba 😉

    • A może chłopcy ze Śląska udostępniliby też jakieś ładne zdjęcia w tradycyjnych strojach dla dziołch z Małopolski (i reszty Polski) ;P

      • oderberger permalink

        ja, ale yno w tradycyjnym obleczyniu roboczym (bo inkszego ni mom): manczestroki i flanelowo koszula a na szłapach sztalkapy. A wszyjsko spocone a zmazane (a choby wynglym). Porozważuja nad tym ;p

  2. Muszę odwiedzić to muzeum! Zdjęcia kuchni wyglądają, jakby pochodziły z jakiegoś magazynu wnętrzarskiego. Bardzo mi się podobają!

  3. Sylwia permalink

    Kuchnia jak u mojej babci. Makatki miala niebieska nitka wyszywane, a moja ulubiona miala napis: Gdzie kucharek szesc, tam nie ma co jesc, Byla tez druga makatka w kuchni, wisiala na poleczce z drazkiem i za nia byly haczyki na reczniki, nie wypadalo, zeby od tak wieszac reczniki, trzeba je bylo ukryc. Dziadek byl malarzem i mial cala kolekcje tych walkow, niektore sam produkowal. Jako dziecko razem z dziadkiem w szopie mieszalismy farby i wyprobywalismy walki na drzwiach od szopy. Fajne wspomnienie z dziecinstwa:)

  4. Uwielbiam Nikiszowiec. Wspaniałe miejsce, gdzie często jeżdzę robić zdjęcia. Ciekawe czy przetrwa kolejne kilkadziesiąt lat – zdjęcia z Katowic Nikiszowca

Trackbacks & Pingbacks

  1. Muzeum Historii Katowic. Cz. 2: Wnętrza mieszczańskie – U sąsiadów na pokojach i w kuchni « Odkrywając Śląsk
  2. Muzeum Historii Katowic. Cz. 3: Tajemnica asymetrycznej damy | Odkrywając Śląsk
  3. Muzeum Historii Katowic. Cz. 1: W kamienicy mieszczańskiej – Codzienność i odświętność | Odkrywając Śląsk
  4. U nos w doma na Nikiszu | Odkrywając Śląsk
  5. Dwanaście kilometrów do byfyja | Odkrywając Śląsk
  6. Kawiarnie i restauracje Śląska – Cafe Byfyj | Odkrywając Śląsk
  7. Nikiszowiec | Odkrywając Śląsk
  8. Nostalgia za tamtymi dzielnicami | Odkrywając Śląsk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: