Skip to content

Prudnik – dzień trzeci

31 stycznia 2012

Wspomnienia z podróży rowerowej do Pragi – część 3, dzień 3.

Trzeciego dnia dotarliśmy do Prudnika. Zapytawszy po drodze do centrum miasta przechodnia o najważniejsze atrakcje otrzymaliśmy odpowiedź i kilku ciekawych miejscach i pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku Muzeum Ziemi Prudnickiej. Spodziewaliśmy się otrzymać tam fachową i rzetelną pomoc. Mieliśmy rację. Muzeum, choć zamknięte w poniedziałki – stało się naszą przystanią. Przemiłe panie z muzeum zaopiekowały się naszymi bagażami, wyjaśniły wszystko dokładnie,
a popołudniem oprowadziły po muzeum, mimo że tego dnia nie miały wcale obowiązku.
Wyruszyliśmy zwiedzić miasto, trzeba jednak na samym początku zaznaczyć, że Prudnik jest pod tym względem miastem dość nietypowym. Jeden z najważniejszych obiektów w mieście – Sanktuarium Św. Józefa w Prudniku-Lesie, znajduje się w pewnej odległości od centrum, na górze, na którą wchodzi się właśnie lasem. Ponadto w tej lesistej okolicy znajduje się drugi, o wiele mniejszy, ważny jednak dla Ślązaków obiekt, a mianowicie pomnik poety Josepha von Eichendorffa.

Przejazd rowerem przez centrum, następnie przez okazałą aleję z zabytkową zabudową. Wiele secesyjnych wilii. A potem – wyprawa przez las. W letni dzień droga z rowerem, w upale, zmęczeniu i wśród nie dających spokoju komarów daje się we znaki.

Upał, piekące słońce, zmęczenie… Przygoda i wspomnienia bezcenne.

Szukanie pomnika Eichendorffa zaczęliśmy dość niefortunnie, podchodząc na wzgórze z innej strony niż ścieżka do pomnika prowadząca. Zmęczeni dostrzegliśmy tabliczkę kierującą do obiektowi, mówiącą, że jest on już blisko. Trafiliśmy do leśnego jeziorka. Pomnik schowany był wyżej i dalej niż pozwoliły nam siły i czas pozwoliły nam dotrzeć. Pomnik i klasztor franciszkanów będą obowiązkowymi punktami przy kolejnym przejeździe tą trasą.

Eichendorff będzie musiał poczekać na kolejną naszą wizytę. Aby oszczędzić odrobinę siły na dotarcie do Nysy i zdążyć zobaczyć prudnickie muzeum, pojechaliśmy do centrum miasta. Miasta, które wymagałoby niewątpliwie więcej uwagi. Tymczasem…

Gołębie na prudnickim rynku. Tak jak w każdym innym mieście, tak i tutaj obecne.

Ratusz prudnicki, usytuowany pośrodku rynku.

Figura św. Jana Nepemucena. Figury tego świętego sa szczególnie popularne na Dolnym i Górnym Śląsku. Obecne na rynkach i obok kościołow stanowią bardzo charakterystyczny element miast w tych regionach.

W mieście znajdują się dwa interesujące obiekty – wieże, mianowicie Wieża Woka – pozostałość starego, średniowiecznego murowanego zamku zbudowanego prawdopodobnie przed 1262 rokiem przez Woka z Rosenbergu, oraz Wieża Bramy Dolnej. Zobaczyliśmy je jednak tylko przejeżdżając przez centrum miasta, a potem na muzealnych rycinach.

Miejsce, które obok lasu okupionego sporym wysiłkiem najbardziej stąd zapamiętamy jest muzeum. Muzeum, w którym wcześniej zostawiliśmy bagaże, a teraz wracamy aby je zwiedzić.

Budynek muzeum na wzniesieniu. Wcale nie tak łatwo podprowadzić ta rower i wnieść go po schodach, gdy ma sie już za sobą dziesiatki przejechanych kilometrów, bolące mięśnie, i ochotę na dużo nieaktywnego odpoczynku 😉
Ale każdy owocny wysiłek przynosi satysfakcję, a ciekawość miejsca zazwyczaj zwycięża.
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.museo.pl/content/view/1251/114/

Łóżko drewniane, a nad nim wieszane tradycyjnie obrazy Jezusa i Maryi. Pod łóżkiem zauważymy naczynie nocne, służące niegdyś jako ubikacja.

Tutaj także zachował się okazały byfyj. Zapełniony naczyniami, uwieńczony wagą, młynkiem i koszykiem.

Stroje regionalne. W gablocie vis-a-vis drewnianego łóżka. Po przeglądzie fotografii z muzeum najbardziej okazale prezentował się biały czepek. Inne zdjęcia – mniej okazale, ze względów czysto technicznych.

Ku swemu zaskoczeniu zauważyłam na ścianie muzealnej maselniczkę, identyczną, jak posiadała moja babcia. Maselniczka z wyrzeźbionym na dnie kwiatkiem słyżyła małej diewczynce do zabawy. Jednak jej podstawowa funkcja była naturalnie zupełnie inna. Po wyrobieniu masła w drewnianej maselnicy (czego doświadczyłam i miałam przyjemność spróbować – pyszne) przekładało się je do takiej drewninej maselniczki. Kiedy zastygło, wytłoczone na drewnianą deskę lub maselniczkę z przykrywką niczym babka z piasku, smakowało doskonale i cieszyło oko.

W XVI wieku w Prudniku prężnie rozwinął się przemysł przędzalniczy. W latach 20 XIX w. w mieście powstały pierwsze fabryki wełny, lnu i jedwabiu, a także założona przez żydowskiego przemysłowca Samuela Fränkla fabryka adamaszku (istniała do 2011 r. jako ZPB „Frotex” S.A.). Ze względu na tradycje przemysłu w mieście, poświecono mu jedno ze sporych pomieszczeń muzeum.

Opuszczamy Prudnik i jeszcze tego samego wieczora przed zmierzchem docieramy do Nysy. Ale to już osobna historia…

Magdalena

Reklamy

From → Różne

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: