Skip to content

Głogówek, miasto nieznanych niezwykłości

19 listopada 2011

Wspomnienia z podróży rowerowej do Pragi, część 1, dzień 2.

Drugiego dnia, po opuszczeniu Województwa Śląskiego, pierwszym miastem jakie zwiedzamy jest Głogówek. Wjeżdżamy do miasta…

Przy drodze prowadzącej do centrum widzimy budynek przypominający mały neogotycki zamek. Naprzeciwko niego stoją secesyjne kamienice. Secesja jest cudna ze swej natury. Nie ma potrzeby dodatkowo się nad nią rozwodzić.

Secesja stoi niestety po tej zacienionej stronie ulicy, toteż trudno zrobić jej odpowiednio świetliste zdjęcia. Ale jak wyżej – maszkarony, motywy roślinne, w tym liście kasztanowca nieodmiennie przypominające piszącej te słowa barierkę, którą zaprojektował Stanisław Wyspiański dla Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego.

Jest niedzielne przedpołudnie. Z rynku widzimy dwie wieże kościelne. Szybka decyzja – idziemy do kościoła po prawej. Podświadomie trafiliśmy do naszych ulubionych franciszkanów – najbardziej radosnego zakonu we wszechświecie.
Po mszy zostawiamy pod ich opieką rowery i bagaż, dowiadujemy się o miejscowych niezwykłościach i niezwłocznie ruszamy, aby je zobaczyć. W Głogówku znajduje się najstarsza na świecie figura Matki Boskiej Loretańskiej. Oryginalna figura z Loreto spłonęła na wojnie, została odtworzona na podstawie tej z Głogówka. Wewnątrz klasztoru znajduje się tzw. Domek loretański, a w nim piękna figura.

Średniowieczna legenda mó­wi, że aniołowie na skrzydłach przynieśli  do Loreto    dom Matki Boskiej z Nazaretu. W rzeczywistości legenda o aniołach wzięła się stąd, że podczas wypraw krzy­żowych nazaretański Domek Maryi rozebrała w Nazarecie i w 1294 roku przywiozła do Loreto rodzina rycerska o na­zwisku Angelis, co po łacinie znaczy „aniołowie”. Wierną śląską kopię loretańskiego Domku kazał w Głogówku wybudować hrabia Jerzy III Oppersdorf w 1630 roku.
Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości oo. Franciszkanów z Głogówka.

Figura Matki Boskiej Loretańskiej znajduje się wewnątrz Domku, bogato zdobionego, olśniewającego zdobieniami, złotymi elementami i ciszą jaka w nim panuje.
Obok klasztoru znajduje się także Kaplica Bożego Grobu, a w niej powbijane do piasku krzyże, przypominające swoją estetyką rzeźby Hasiora.
Zdjęcie udostępniono dzięki uprzejmości oo. Franciszkanów z Głogówka.

Brama na klasztorny dziedziniec. Misterne rzeźbienia, mur ozdobiony motywem winnego grona, figura św. Franciszka i latarnia.

Ulica biegnąca obok klasztoru i zamku przywodzi na myśl wąskie uliczki południowych miast, gdzie można spotkać osiłka, przekupkę lub pranie wiszące na sznurku między oknami w barwnym krajobrazie lokalnym. Tutaj pelargonie stoją na parapetach okien, a budynki które odwiedzamy nadają miejscu jego własny specyficzny klimat.

Nieopodal klasztoru stoi potężny gmach zamku. Budowla jest zaniedbana, i smutny to widok widzieć tego rodzaju budynek kiedy zaczyna chylić się ku upadkowi. Tym niemniej jego uroda jest jeszcze bardzo wyraźnie widoczna.

Nacieszywszy się fasadą potężnej budowli powoli, uważnie rozkoszując się każdym krokiem przechodzimy przez bramę na dziedziniec.

Moglibyśmy tutaj zamieszkać, gdyby jeszcze tego samego dnia nie czekał na nas pałac w Mosznej.

Nie ma takiego zdjęcia, które byłoby całkowicie reprezentatywne dla tego zamku. Jest na tyle ogromny, że sfotografowanie go z którejkolwiek strony nie ukazuje jego potęgi i (mimo zniszczeń) urody. Na dziedzińcu zamkowym badamy każdy detal. Podchodzi do nas pan Longin – przedsiębiorczy bezrobotny, który od lat pasjonuje się historią, i zajął się amatorskim oprowadzaniem po zamku. Znajdujemy o nim potem artykuł w albumie ze zdjęciami zamku i rodziny Oppersdorfów. Trzeba przyznać, że pan Longin ma imponująca wiedzę na temat budowli, historii i niekończące się pokłady dobrego humoru.

Wewnątrz zamku nie pozostało nic z jego dawnej świetności, poza ogromnymi sklepionymi korytarzami, mnóstwem pomieszczeń, korytarzami podziemnymi które ciągną się bez końca – ponoć da się nimi dojść do sąsiednich miast. W dawnej zamkowej kaplicy zachowały się freski na suficie. W sali obok zrabowano nawet ozdobny element gipsowy z kominka, i straszy po nim szara dziura. Niszczeniem zamku wpierw zajęła się Armia Czerwona, a po niej sukcesywnie dzieła dokonywali złomiarze i inni amatorzy zamkowego dobytku. Wpierw czerwonoarmiści zniszczyli nawet centralne ogrzewanie – ze złości że nie wiedzą, jak się nim posługiwać, potem nie było lepiej. W całym zamku zachowała się tylko jedna metalowa barierka, a raczej jej fragment, długości około 2 metrów. Poza tym zostały gołe ściany korytarzy i komnat.

Chcąc ujść z życiem i dotrzeć do Pragi do wejścia na piętro zamku wybrałam inne – boczne – schody.

Korytarz zamkowy. Piękny, lecz doszczętnie zniszczony. W końcu korytarza nasz przewodnik, który dał czas aby rozejrzeć się po komnatach. Potem w podziemnych korytarzach strojem ducha wystraszy niektóre niewiasty.

Dziedziniec z okna korytarza. Okna niestety nie trzeba już myć.

Na taras zamkowy blisko linii dachu wychodzą odważni. Wpierw wąskie schody, następnie widok na starą więźbę dachu, trzeba stanąć na jednej z podpierających belek, i po fragmencie podłogi (pod którą co jest strach myśleć), po chybocących na kawałkach spękanego kamienia deskach wchodzi się na taras. Kto się doważy, dostanie w nagrodę widok zapierający dech w piersiach. Na panoramę okolicy, niebo, i zamek z góry.

Trzymana za rękę odważyłam się zejść po starych schodach bez jednego kawałka barierki.

Rynek w Głogówku. Pośrodku ratusz, dookoła małe kamieniczki.

Jedna z kamienic – obok niej wchodzi się na ulicę prowadząca do klasztoru franciszkanów.
Ciekawostka zauważona całkiem niedawno – miasto Głogówek grało w filmie! Zdjęcia do film Jana Jakuba Kolskiego „Jasminum”  nagrywano właśnie w tym mieście. Głogówecki rynek widać najwyraźniej w scenie przyjazdu do filmowego Jasminowa aktora, zaproszonego na prośbę jednej z bohaterek – Patrycji. Film godny polecenia, szczególnie miłośnikom Kolskiego, realizmu magicznego, starych murów, zapachu perfum i pięknych historii.

Opuszczamy Jasminowo. W słoneczną i upalną niedzielę wybieramy nieopatrznie dłuższą drogę do Mosznej, z której zostajemy po zapytaniu zawróceni. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Panorama Głogówka warta była nadłożenia kilku kilometrów drogi.

Kolejna część – zamek w Mosznej – już niebawem.

Magdalena

Reklamy

From → Różne

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: