Skip to content

„Legenda o bladej cieszyniance” Gustawa Morcinka

9 grudnia 2010

W trzeciej klasie szkoły podstawowej dostałam na koniec roku książkę „W skarbnikowym królestwie”, zawierającą baśnie śląskie. Znajdują się w niej m. in. baśnie Gustwa Morcinka. Nie miałam wtedy bladego pojęcia o Morcinku. Ale jedna z nich szczególnie przypadła mi do gustu. „Legenda o bladej cieszyniance”.

Właśnie Morcinka.

Jednego z najbardziej znanych śląskich pisarzy, który obrósł chyba także największą ilością mitów i plotek. Urodził się w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim,  w 1891 roku. Wtedy były to Austro-Węgry, obecnie miasto znajduje się w granicach Czech. Tam też się wychował. Zmarł w 1963 r. w Krakowie. Niewątpliwie był jedynym pisarzem śląskim tak bardzo zakorzenionym w środowisku lokalnym, który wyszedł poza to środowisko i wrósł w tradycję całego kraju, a także jego książki zostały przetłumaczone – jak podają niektóre źródła – na 17 języków.

Morcinek jest autorem książek o Śląsku – głównie – bo także innych. Z nich wszystkich bodaj najbardziej ceniona jest „Czarna Julka”. Rzeczywiście wspaniała, pełna humoru powieść. Jest też autorem baśni i legend śląskich. Aby trochę lepiej zrozumieć ten fragment jego dorobku, najlepiej się odnieść do tego, jak sam opisuje źródło swojej twórczości w tym aspekcie. I w tym celu można sięgnąć do jednej z najbardziej znanych jego baśni: „Żałosnej historii o Meluzynie”. Oto jak pisze:

„Na cieszyńskim zamku było wesele…

Tak zaczynała opowieść moja matka, gdy byłem jeszcze małym chłopcem, a noc czerniała za oknem, a jesienny deszcz pluskotał i szeleścił na okiennych szybach, a wicher wydziwiał i ogromnie gdzieś śpieszył. Chyba na kraj świata.

Z wichrem nadlatywały diabły, całe regimenty diabłów, i czyniły srogie harce za oknem. Prały kopytami o gontowy dach, waliły rogami w ściany domu, kwiczały, chichotały i straszyły.

Wtedy Meluzyna zaczynała płakać.

– Kto to płacze mamulko? – pytałem.

– To Meluzyna płacze.

– A dlaczego płacze?

-Bo szuka swoich dzieci.

– Mamulko, a dlaczego Meluzyna szuka swoich dzieci? Czy je Cyganie porwali? – nalegałem.

Wtedy matka siadał na zydelku obok pieca i jęła opowiadać:

– Nie ukradli jej Cyganie dzieci, nie… Ale to było tak…”

Morcinek wychował się w kręgu folkloru. Jego matka była prostą kobietą, lecz posiadała niezwykły dar narracji. I opowiadała małemu Gustlikowi baśnie i legendy śląskie. Matka opowiadała dziecku baśnie w domu – miejscu bezpiecznym, przy ogniu, który ożywia i ogrzewa. Wszystkie strachy są na zewnątrz domu. Nawet diabeł w legendach śląskich nie jest tyle straszny, co śmieszny – bo brzydki i głupi. Diabła ośmiesza się głupotą i brzydotą. Siedzi on na workach wypchanych grzechami, ale te worki są puste. Na ogonie ma zawiązany krawat króla Heroda, który ciągnie się po ziemi, i ma koronę na bakier. Człowiek zawsze wygrywa z diabłem, jeżeli jest to człowiek dobry.

Folklor ośmiesza całą władzę. Król jest także śmieszny. Ma za dużą koronę, która spada mu na uszy, bo ją odziedziczył po dziadku. Nudzi się, więc je suszone śliwki i pestki wypluwa za okno.

Morcinek ukazał także zwierzęta z wielkim humorem. Miał zawsze dom pełen zwierząt. Jego baśnie cechuje franciszkanizm. Podobnie jest z roślinami. Roślina jest tematem kluczowym właśnie tej ulubionej mojej – „Legendy o bladej cieszyniance”.

W tej legendzie odniesiono się do dwóch faktów. Pierwszy z nich to wojna trzydziestoletnia. Drugi – rzeczywiście na Śląsku cieszyńskim rośnie blada cieszynianka.

Legenda zaczyna się walecznie:

„Przed wielu laty była sroga wojna, którą uczeni ludzie nazywali wojną trzydziestoletnią, jako że trwała trzydzieści lat bez dwóch miesięcy i trzech dni.

Podczas tej wojny najbardziej dali się we znaki Szwedowie o niebieskich i jakby wypłowiałych oczach, o szpiczastych bródkach, w perukach na głowie, w kapeluszach o szerokich rondach, ze srogimi flintami i jeszcze sroższymi szabliskami, bełkoczący w cudacznym języku. Wojowali, rozbijali się, awanturowali, aż w końcu wpadli na koniach na cieszyńską ziemię. A było ich tylu, że trudno policzyć. Zapodobała im się ta ziemia oraz miasto Cieszyn z zamkiem. Wypędzili wiec z niego ostatnią księżnę z rodu Piastów, Elżbietę Lukrecję, przezwaną także Czarną Księżną, i ogłosili się panami.

I zaczęli panować, Boże się pożal!”

Krajobraz Śląska Cieszyńskiego jest iście baśniowy. I podobny krajobraz jest w legendach. Tylko baśnie muszą się kończyć dobrze, legendy nie. Ta nie kończy się dobrze, lecz pięknie. Kończy się właśnie bladym cieszyńskim kwiatuszkiem.

Książkę z baśniami śląskimi przechowuję z wielką pieczołowitością. Dlaczego? Bo obecnie książki Morcinka praktycznie nie mogą być wydawane. Prawa autorskie do utworów posiada człowiek, który żąda za nie ogromnych pieniędzy, których podobno żadne wydawnictwo nie jest w stanie przejść. Moja została wydana na początku lat 90., i nigdzie nie widziałam innego jej egzemplarza. Spore było moje zdziwienie, gdy zadaną na studiach lekturę autorstwa Morcinka czytałam na miejscu w czytelni Biblioteki Śląskiej, gdzie chyba wszystkie jego książki są dostępne tylko na miejscu… W dodatku był to egzemplarz wydany w Stanach Zjednoczonych w latach 40., i sprowadzony drogą wymiany z Londynu. – Czy nie może tego wydać po prostu wydawnictwo Śląsk? – pomyślałam wtedy. Właśnie najwyraźniej nie może. Ostatnie wydania Morcinka – by wydawnictwo Śląsk – pochodzą z lat 50. – 80. Można je znaleźć w niektórych śląskich domach i na popularnych portalach aukcyjnych. Do domeny publicznej twórczość Gustawa Morcinka wejdzie, gdy minie 70 lat od daty jego  śmierci – zatem 1 stycznia 2034 roku. Obawiam się, że do tego czasu może zostać zapomniany. Około 4 lata temu wydawnictwo Literatura z Łodzi kupiło prawa autorskie do jednej baśni i jednej legendy – „O tym, jak Zuzanka poszła w kumy do utopców” oraz „O Czarnej Księżnej i chłopskim dzwonie”. Lecz na razie innych działań w tym aspekcie brakuje.

Ktoś ma ochotę na legendy ciąg dalszy? Proszę pisać. O Morcinku na pewno jeszcze nie raz przeczytacie. Lecz teraz – o miastach. Na początek – o moich małych Arkadiach.

Magdalena

Reklamy

From → To sie czyto

2 komentarze
  1. A jednak – w 2010 r. wydawnictwo Rytm wydało „Baśnie śląskie” Morcinka. Jest progres.

Trackbacks & Pingbacks

  1. Niedzielna wyprawa do Chudowa | Odkrywając Śląsk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: