Skip to content

„Ciecze woda” Ligocian – to prawdziwe śląskie odkrycie!

7 Kwiecień 2013

W zeszłym tygodniu w czwartek dostałam od znajomego trzy płyty wydane pod patronatem rozmaitych śląskich instytucji. Wszystkie są dobre. Lecz szczególnie jedna z nich okazała się moim prawdziwym śląskim odkryciem. „Ciecze Woda” zespołu Ligocianie. Od czwartkowego popołudnia jedyna melodia która chodzi uporczywie po głowie – i po raz pierwszy od dawien dawna jest to uczucie niezwykle przyjemne, to „Nasze Katowice”. Mimo że mamy dopiero początek kwietnia, mogę z dużą dozą spokoju stwierdzić, że to osobiste muzyczne odkrycie roku.

okladka_ciecze_wodaOkładka „Ciecze Woda” zespołu Ligocianie. Zdjęcie pochodzi ze strony zespołu: http://www.ligocianie.pl/index.html, na której też można znaleźć więcej informacji na temat albumu, w tym wypowiedzi osób zaangażowanych w tworzenie tego doskonałego albumu.

W przeciwieństwie do innych ostatnich „przebojów” łatwo wpadających w ucho, jak „Koko Koko Euro Spoko”, którym Polska ośmieszyła się na arenie międzynarodowej, „Ona tańczy dla mnie” (nie, nie w interpretacji Cezika), o którym trudno cokolwiek powiedzieć, gdyż trudno wytrzymać nawet myśl o nim, czy „Gangnam Style” vel „Łyka wódy daj”, który to utwór został przez Telewizję Polską uznany za wystarczająco wybitny, aby w Sylwestra transmitować jego odtworzenie bodaj we Wrocławiu w ramach misji telewizji publicznej… prawdziwe cuda tworzone bywają ulicę od naszego domu. I dlaczego jest o nich tak cicho?

Płyta zawiera utwory ludowe w nowoczesnych interpretacjach – rockowych, bluesowych, jazzowych. Do kilku piosenek dopisano dodatkowe zwrotki, co idealnie sprawdziło się właśnie w przypadku piosenki „Nasze Katowice”, w której wpierw jest mowa o górnikach i kominach, a chwilę potem o kulturze, Spodku, Akademii Muzycznej, festiwalach i muzeum w kopalni. To zresztą piosenka zawierająca interesujący fakt z historii miasta. „Nasze Katowice to piękne miasteczko, rzeka i staweczek, hotel i młyneczek, wszystko przy ryneczku” – to trafne podsumowanie sytuacji w mieście na przełomie wieków. Rawa przecież nie była wtedy uregulowana, a z całą pewnością nie w takim stopniu jak obecnie; ulica Stawowa nie bez kozery nosi taką nazwę – powzięła ją od zasypanych stawów usytuowanych niegdyś na jej wysokości; hotel – mowa najprawdopodobniej o hotelu Welt wybudowanym w 1848 roku, a istniejącym do 1945 roku. Miejsce po zburzonym hotelu zajął Dom Handlowy „Zenit”. Młyneczek – na obecnej ulicy Młyńskiej w wiekach XVIII i XIX  wybudowano młyny, istniały tam także magazyny zbożowe.

Na krążku znalazło się 16 utworów. Pierwszym, otwierającym jest piosenka znana bodaj wszystkim: „Jak jo chodził do szkoły”, z dopisaną zwrotką o tęsknocie za szkołą, którą faktycznie przeżywa się od czasu do czasu w wieku dorosłym. Trzeci utwór to pieśniczka która szczerze rozśmieszyła Waszą autorkę, mianowicie „Bogucice piykno wieś”. Opowiada ona o mężczyźnie, który chodził w zaloty do wdowy w Bogucicach. Do wdowy, która miała dębowy szrank i kapelusz na hoku po swoim świętej pamięci chopie. I zapewne jeszcze inne dobra, z owych zalotów jednak nic nie wyszło, gdyż mężczyzna – nazwijmy go tutaj roboczo podmiotem lirycznym – bał się psa. Cóż – samo życie. Autorka niniejszego blogu także boi się psów, została bowiem niegdyś zaatakowana przez olbrzymie bydlę niczym z kabaretu Dudek pod tytułem „Sęk”.
Znajdziemy tutaj piosenkę „Jak jo jechoł do Gliwic”, która kojarzy się z „Cholonkiem”. W przedstawieniu Teatru Korez, wystawianym nieprzerwanie przy pełnej publiczności od ponad 8 lat, Mirosław Neinert grający ojca rodziny śpiewa ją co prawda w innej, także zapadającej w pamięć interpretacji.
„W stodole na gumnie” przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Jeden z wujków autorki urządził sobie około dwadzieścia lat temu wesele w stylu ludowym, na którym śpiewno właśnie tę piosenkę.
A pod koniec płyty utwór, którego tytuł uderza w samo sedno. „Ciecze woda bez Ligota”. Jak można go nie polubić mieszkając od 7 lat na Ligocie? Przybywszy tutaj właśnie i zamieszkawszy w akademikach, oswoiwszy po jakimś czasie ten obszar, czując po kilku latach że tutaj jest się w domu. Ligota i Panewniki to najpiękniejsza i najmilsza część Katowic, i to stwierdzenie wcale nie jest stronnicze…

Koniec sentymentalnej podróży skojarzeniowej. Polecam stronę zespołu, na której najlepiej można się doinformować w kwestii albumu. A płytę polecam całym sercem. Wszystkim spragnionym muzyki w dobrym stylu, nagranej z pasją i sercem. W ostatni, szesnasty utwór wsłuchajcie się z całą uwagą…

Magdalena

About these ads

From → Katowice

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: